Recenzje - Szperacz
Ostatnie recenzje
- 28 01 2012 Butrym Marian - Pajęczyna (EH)
- 26 01 2012 Marinina Aleksandra - Śmierć i trochę miłości
- 21 01 2012 Wroński Marcin - Komisarz Maciejewski - Kino Venus
- 16 01 2012 Kaczorowska Zofia - Szmaragd dla Agaty (EH)
- 16 01 2012 Szklarski Alfred - Sobowtór profesora Rawy
- 16 01 2012 Krzysztoń Barbara - Człowiek w czarnym kapeluszu (EH)
| Gordon Barbara - Błękitne szynszyle |
|
|
![]() Podwarszawski trup z branży futrzarskiej Lektura „Błękitnych szynszyli” Barbary Gordon dostarczyła mi ze trzy pudy niekłamanej przyjemności, choć po względem konstrukcyjnym powieść ta na pewno robotą koronkową nie jest. Ma natomiast dość rzadki w milicyjniakach powab miękkiej autorefleksji bohaterów i pewne pokłady gładkiego psychologizowania. A to już bardzo wiele. Wszystko zaś okraszone dwoma trupami. Najpierw zostaje zgładzony właściciel sklepu futrzarskiego z Chmielnej (strzał w serce oddano z pistoletu kaliber 7,65, tu określany jako rura). To zaskoczenie, bo słyszało się określenia gnat, kopyto, pukawka, ale rura? Owszem, mówi się czasem kolokwialnie „rura”, ale nie w odniesieniu do pistoletu. Potem atmosferę wzmacnia trup kobiety – tym razem cios zadany nożem do wyprawiania skórek, w plecy. Oba szokujące wydarzenia mają miejsce w Brzozowej, gdzie turkocze kolejka łącząca wspomnianą miejscowość z Warszawą. Brzozowa to rzeczą jasna Podkowa Leśna, czego można się łatwo domyśleć, ale Barbara Gordon upewniła nas o tym w swoich wspomnieniach (), zaznaczając nawet, że akcję umieściła w Podkowie Leśnej Zachodniej. Jest taki przystanek Kolejki WKD. Do śledztwa zostaje rzucony tandem (zwróćmy uwagę – dwa trupy – kobieta i mężczyzna, dwoje śledczych kobieta i mężczyzna, rzadki paralelizm) – prokurator Anna Świgoń oraz jej pomocnik porucznik Sebastian Chmura. Działają trochę razem trochę samodzielnie, ale to kobieta jest ważniejsza i to nie tylko dlatego, że dokonuje kulminacyjnej konfrontacji zbierając do kupy grono podejrzanych, niczym Herkules Poirot. Anna Świgoń jest bowiem także w osobiście związana ze śledztwem. Bo oto okazuje się, że jakiś związek ze sprawą może mieć jej dawna przyjaciółka, mieszkająca przypadkiem, na ulicy Kwitnących Wrzosów (tu od razu pcha się skojarzenie z „Orchideami z ulicy Szkarłatnej” Heleny Sekuły). Nie bez winy może być również dziennikarz Marcin Kir, do którego to pani prokurator zapałała afektem. A zaczęło się tak niewinnie. Kir pojawił się u Anny po linii służbowej prosząc o informacje dotyczące napadu na spółdzielnię w Małej Wsi. Jak niedaleko od spółdzielczości do uczuć wyższych. No ale jak wychodzi na jaw, że kolega Kir miał w kieszeniach bilety relacji Warszawa-Brzozowo-Warszawa, a twierdził że był w ty czasie gdzie indziej, to atmosfera od razu się zagęszcza. Do tego dochodzi kolejna podejrzana – gosposia nieboszczyka. Czytała „Życie Warszawy” do góry nogami. Co to może znaczyć? Czyżby to ona mordowała? Fabuła rozwija się niespiesznie przez 90% dwustustronicowej powieści i kroi się całkiem przyzwoita powieść obyczajowa. Rozterki pani prokurator, kolejne podejrzenia, krytyczne spojrzenie na prywatną inicjatywę, w szczególności garbarzy, futrzarzy i rozmaitej maści pośredników. Wspomina się o lokalu „Golonka” na Wilczej oraz napoju „Fructovit”, spożywanym przez porucznika Chmurę na „górce” Cedetu. Czujemy także klimat ulicy Chmielnej oraz staromiejskiego rynku, gdzie przycupnęli dorożkarze, a bogatsi warszawiacy ucztują w „Krokodylu”. Natomiast im bliżej kulminacji tym więcej królików z rękawa wyciąga autorka. Natłok motywów, poszlak i coraz bardziej abstrakcyjnych powiązań między domniemanymi podejrzanymi osłabia książkę, a zakończenie żywcem wyjęte z klasycznego kryminału anglosaskiego jest wyraźnie sztucznie doklejone. Ale nic to, skoro „Istnieje w Brzozowej mafia, czy też odgałęzienie wielkiej mafii rządzącej hodowlą zwierząt futerkowych” (str. 162). Polecam dla atmosfery i ciekawie nakreślonych postaci, w szczególności kobiecych. Kobiety pełnia tu bowiem wszelkie możliwe role. |



Komentarze