MO czuwa (PRL z dreszczykiem)
Meta, Miś czy inne lokale stylizowane na epokę Peerelu (Czerwona Oberża, Pod Czerwonym Wieprzem) nie interesują miłośników milicyjnej powieści kryminalnej, zrzeszonych w klubie MOrd. Oni szukają miejsc autentycznych, reliktów PRL. Najlepiej takich, gdzie toczyła się akcja kryminalnych powieści.
Kultowy jest warszawski Lotos, róg Chełmskiej i Belwederskiej. Tam, gdzie porucznik Milicji Obywatelskiej Paweł Goraj zamawiał setę i tatara w „Dniu słodkiej śmierci” Janusza Głowackiego (jeden ze 146 zeszytów serii „Ewa wzywa 07”).
W Lotosie nadal można zjeść sztandarowe dania peerelowskich knajpek: jajko w majonezie, tatara, ozorek lub schab w galarecie, pieczarki z patelni, jajko sadzone na szynce, omlet z pieczarkami. Miłośnicy z MOrd spotkali się przed kilku laty w Lotosie na wspólnym czytaniu fragmentów „Dnia słodkiej śmierci”, przy kieliszku, żeby lepiej wczuć się w nastrój, i pokazali szefowej lokalu fragmenty powieści. Chciała odbić na ksero, dostała w prezencie egzemplarz. Zaprzyjaźnili się i od tamtej pory już kilka klubowych wigilii organizowali właśnie w Lotosie. Odbite strony kryminału zdobią ściany restauracji, obok metalowych tabliczek pomysłu właścicielki: „Mistrzowie świata upraszani są o spokój”.
Grzegorz Cielecki, antykwariusz, rocznik 1969, dorastał w końcówce PRL. W latach szkolnych namiętnie czytał kryminały – serie „Z kluczykiem”, „Z jamnikiem”, „Labirynt”. Potem, jak większość, o kryminałach zapomniał. Do czasu, gdy 10 lat temu dostał w prezencie dobrze ponad sto egzemplarzy starych powieści milicyjnych. Leżały za kanapą, nie bardzo wiedział, czy jest po co wstawiać je do antykwariatu. Aż zobaczył, jak kolejni goście myszkują w książkach, cytują całe fragmenty. On też zaczął czytać i wpadł.
Dziś MOrd zrzesza ponad setkę miłośników kryminałów milicyjnych. Piszą recenzje i publikują je w kolejnych tomach, „Pierwsza seta”, druga, doszli do trzeciej. Wydają też najciekawsze powieści z tamtych lat. W bardzo niskich nakładach 100–200 sztuk, więc można je kupić tylko w Internecie. Ciągle też odnajdują nowe pozycje. – Niektóre powieści kryminalne były wydawane tylko w jednym województwie albo ukazywały się w odcinkach, w gazetach i nie miały wersji książkowej – mówi Grzegorz Cielecki.
Ale najważniejsze są spotkania w miejscach opisywanych w powieściach. Np. na warszawskim Bródnie toczą się akcje „Trzy razy Omega”, „Śmierć wśród chryzantem” i „Zbrodnia na Cyrhli”. W czasie praskiego clubbingu odwiedzili bar mleczny Rusałka, bazar Różyckiego, zajrzeli do miśków (wybieg dla niedźwiedzi przed warszawskim zoo), gdzie często umawiał się na spotkania porucznik Szczęsny, bohater książek Anny Kłodzińskiej, pogromca paserów, spekulantów, cinkciarzy i agentów obcego wywiadu.
– Miejsc, gdzie czas się zatrzymał, jest coraz mniej w Warszawie – mówi Cielecki. – Poza Lotosem są to Mozaika, Paragraf, Jaś i Małgosia, Bar przy Kaśce, Amatorska, Poziomka. I z dziesięć barów mlecznych. Słynny Karaluch obok Uniwersytetu Warszawskiego padł, Rusałka jeszcze się trzyma.
Cielecki chciałby, żeby zostały. Przynajmniej dopóki mają swoich zagorzałych wielbicieli, skłonnych przejechać pół miasta, by posiedzieć i powspominać. A peerelowskie kryminały? Nieznośnie propagandowe, literacko często bardzo słabe, o przewidywalnej fabule i zawsze takim samym zakończeniu, w którym triumfuje dzielny oficer Milicji Obywatelskiej?
– To prawda, ale w Polsce Ludowej wydano ok. 2 tys. tytułów – mówi Cielecki. – Kryminał milicyjny jest zjawiskiem w literaturze, czy nam się podoba, czy nie.

fot. Stanisław Ciok / Polityka
nr 18, 30 kwietnia2011
|
|
WÓDKA / MO / CHRYZANTEMA: Milicja Wiecznie Żywa
Namiętnie zbierają peerelowskie kryminały. Piszą ich recenzje. Szukają nieznanych zakątków Warszawy opisywanych w tych książkach. Odwiedzają oldschoolowe knajpy i piją peerelowskie trunki
– Zaczęło się w 2001 r. Dostałem ponad 100 peerelowskich kryminałów w prezencie. Gdy przychodzili do mnie znajomi, zawsze ktoś je czytał, często przez sentyment – wspomina Grzegorz Cielecki, prezes Klubu Miłośników Powieści Milicyjnej. W listopadzie 2001 r. odbyło się pierwsze oficjalne spotkanie. – Ustaliliśmy roboczą nazwę klubu: MOrd. To gra słów – MO (Milicja Obywatelska) i mordu jako wątku powieści kryminalnej. Rozszerzyliśmy też naszą działalność na film i komiks, czyli m.in. serię o Kapitanie Żbiku. Tło tamtego wieczoru tworzyły ścieżka dźwiękowa do „07, zgłoś się”, chleb z dżemem z 1989 r. i 12-procentowy napój Spoco. Uznaliśmy, że dla dalszej działalności niezbędna będzie strona internetowa. Zaprojektował ją Paweł Duński, potem nowy design stworzył Paweł Gabrowski, który prowadzi witrynę do dziś – opowiada Cielecki. Tematem drugiego spotkania była już twórczość klasyka gatunku Jerzego Edigeya. I tak zaczęły się niekończące się rozmowy o powieściach milicyjnych, osadzonych w realiach minionej epoki. Ukazywany w nich milicjant to nie znienawidzony, prostacki przedstawiciel władzy, tylko szary obywatel, który mieszka w ciasnym mieszkaniu z cieknącym kranem. Na kolejnych, comiesięcznych spotkaniach w barach tradycją stało się spożywanie peerelowskich trunków i jedzenia. Królowały jarzębiak oraz wódka żytnia, z czerwoną kartką i bałtycka. A także koniaki bułgarskie, gruzińskie i mołdawskie. Na zagrychę tatar, często z łososia. I eksperymenty rodem z książek, jak pomarańczówka i nóżki w galarecie.
Nie tylko impreza Grzegorz od początku walczył o to, żeby klub był nie tylko miejscem spożywania alkoholu. Znakomicie przyjęły się refleksje na temat książek i filmów, odkrywanie nowych zakątków miasta, takich jak dyskoteka Astoria, gdzie bawić się mogą 60-latkowie i starsi. Wszystkim spodobał się pomysł recenzowania przeczytanych książek, oglądanych filmów i seriali. Do dziś regularnie pisze je około 15 osób. Zbiory recenzji od lat ukazują się w książkach o tytułach: „Pierwsza seta”, „Druga seta” itd. MOrd ma ponad 100 członków w różnym wieku, z czego 30 mieszka w Warszawie i udziela się najczęściej. Warunkiem członkostwa jest napisanie choć jednej recenzji. Piotr Kitrasiewicz, dziennikarz i poeta, a także członek klubu, stara się wyjaśnić „Aktivistowi” fenomen tej pasji. – Kryminały oddają wdzięk minionej epoki. Słabość literacka tych tekstów jest dziś ich atutem, gdyż przypomina nam siermiężność, w której wielu z nas dorastało. To świetne hobby daje poczucie totalnego oderwania od nudnej codzienności – deklaruje. MOrd promuje zapomniane i nigdy nie publikowane w całości książki Heleny Sekuły, Edigeya, Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego czy Anny Kłodzińskiej. Ukazywały się kiedyś w odcinkach w gazetach. Białe kruki, jak „Czwarty klucz” Zborowskiego, po raz pierwszy wydało wydawnictwo MOrd-u, czyli Wielki sen. Warto wiedzieć, że powieści milicyjne pisali pod pseudonimami m.in. Antoni Słonimski i Jacek Kuroń. Dorabiali w ten sposób na chleb.
Humor niezamierzony Redakcją tych książek zajmuje się Anna Lewandowska – na co dzień redaktorka w innym wydawnictwie. – Kryminały zaczęłam namiętnie czytać w latach 70. Te peerelowskie wprost ubóstwiałam. Najbardziej Heleny Sekuły. „Tęczowy cocktail”, „Wstęga Kaina” czy „Kieliszek bordeaux” to typowe babskie czytadła z wątkiem kryminalnym. Kupowałam, zbierałam, wymieniałam się tymi książkami. Dlaczego akurat kryminały peerelowskie? Ja w literaturze szukam humoru, także tego niezamierzonego – opowiada. – Zupełnie jak w „Dniu słodkiej śmierci” Janusza Głowackiego. Tak, tego od „Polowania na muchy”! Jest nim dla mnie też emocjonalny stosunek Edigeya do kawy z „Trzech płaskich kluczy”. „(...) marzyłem o kawie. Takiej czarnej jak noc, słodkiej jak grzech i mocnej jak piekło” – cytuje z uśmiechem Anna Lewandowska. – W 2004 r. znalazłam w internecie stronę MOrd-u i z miejsca postanowiłam dołączyć do klubu. Najpierw recenzowałam książki, później zaczęłam redagować wydawane przez nas kryminały. Znalazłam w klubie bratnie dusze w różnym wieku, których nigdy bym nie poznała, gdyby nie wspólna pasja – twierdzi. Dziś popularne niegdyś kryminały można kupić przez internet lub w antykwariacie Książka dla Każdego, który mieści się w BUW-ie w pawilonie 32. Prowadzi go właśnie prezes MOrd-u. – Tu jest nasz punkt zdawczo-odbiorczy – mówi Cielecki. MOrd coraz częściej obejmuje patronatem medialnym książki kryminalne, m.in. wznowioną w ostatnim czasie popularną Serię z Kluczykiem.
Całodzienne spotkania klubowiczów odbywają się w Warszawie: na Pradze, Mokotowie, Żoliborzu czy Bródnie. O tym ostatnim traktują takie książki, jak „Trzy razy Omega”, „Śmierć wśród chryzantem” i „Zbrodnia na Cyrhli”. Mord-owcy zwiedzali też Pelcowiznę i nowe osiedle przy ul. Kondratowicza. Dokumentuje to film na stronie internetowej. Podczas clubbingu praskiego nie mogło zabraknąć baru mlecznego Rusałka, szlaku wzdłuż trójkąta bermudzkiego na Szmulkach, spacerów Ząbkowską, Targową, wizyty na bazarze Różyckiego oraz u „Miśków”. „Miśki”, czyli wybieg dla niedźwiedzi naprzeciwko katedry praskiej, często odwiedzał m.in. por. Szczęsny, bohater książek Kłodzińskiej, który ścigał paserów, handlarzy walutą i agentów obcego wywiadu. Clubbing mokotowski rozpoczął się przy więzieniu na Rakowieckiej, skąd grupa ruszyła na pl. Unii Lubelskiej, by ostatecznie trafić do restauracji Mozaika, gdzie od 30 lat pracuje ta sama obsługa. Helenę Sekułę MOrd odwiedził w Domu Pracy Twórczej w Oborach pod Warszawą i tak zaczęła się przyjaźń i współpraca. W kultowym Lotosie zapoczątkowali zaś sprzedaż jarzębiaka. – Nie ma, ale gdyby państwo chcieli całą butelkę, to ja wyskoczę – zapowiedziała kelnerka, która po chwili wróciła z najbliższego monopolowego z flaszką tej owocowej wódki.
Śladami powieści milicyjnej: Lotos – jedna z nielicznych warszawskich restauracji z klimatem minionej epoki. To tu warto wstąpić na jarzębiaka, setkę żytniej i zagryźć śledzikiem lub tatarem z łososia. Jaś i Małgosia – jeden z ostatnich prawdziwie peerelowskich barów w Warszawie. Można tu zjeść smacznie i tanio. Niegdyś prężny, dziś podupada. Lada chwila może zostać zamknięty. Mozaika – mokotowska restauracja z dansingiem dla trochę starszych. Przez 30 lat zmieniło się tu niewiele. Pod Samsonem – restauracja na Starym Mieście opisywana w jednej z książek jako „miejsce obiadu niedzielnego dla mniej zamożnych warszawiaków”. Istnieje kilkadziesiąt lat, dziś cieszy się opinią miejsca serwującego świetną, niedrogą polską kuchnię z żydowskimi akcentami. Bar przy Kaśce – położony tuż przy pl. Bankowym, obok KFC i Pizzy Hut. Istnieje od lat 60., pod koniec lata 80. wpadali do niego na kawę robotnicy z byłej Jugosławii budujący pobliski Błękitny Wieżowiec Paragraf – jedyne w Warszawie miejsce, gdzie można było dostać firmowego portera „Browar Warszawski”. Klimat stołecznej mordowni został zachowany. Do dziś upijają się w nim co bardziej oldschoolowi członkowie palestry (mieści się naprzeciwko sądu okręgowe w al. Solidarności) Gwiazdeczka – kiedyś bar mleczny, dziś Jazz Bistro na Piwnej. Można wstąpić, ale miejsce, jak mówi Grzegorz, stanowczo już zbyt „wylaszczone”.
Tekst: Rafał Badowski / Ilustracja: Basia Marek
Artykuł w PDF (3 MB)
|
|
W dzisiejszej Polityce jest recenzja książki Ryszarda Ćwirleja "Ręczna robota" autorstwa Roberta Ostaszewskiego. W recenzji wspomniana jest "prężna działalność popularyzatorska Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej "MORD". MSz (facebook)

|
|
Nawet portal psychologiczny Charaktery zauważa działalność Prezesa i ogólnie Klubu. Poniżej fragment tekstu poświęconego Alfabetowi polskich "kryminalistów".
Olgierd Budrewicz - znany dziennikarz, pisarz, podróżnik i varsavianista. W 1957 roku nakładem Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej ukazał się bodaj jedyny kryminał Budrewicza pt. „Zatarte ślady”. Na stronie Klubu Pasjonatów Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd Grzegorz Cielecki tak pisze o kryminale Budrewicza: „Już okładka nadaje „Zatartym śladom” Olgierda Budrewicza charakterystyczny praski sznyt. Naszkicowany kilkoma prostymi kreskami stół, butelka wódki, kieliszek i kawałek szmaty może się nawet kojarzyć z malarstwem socrealistycznym, które właśnie odchodziło w cień. Pamiętajmy, że był rok 1957. (...) Budrewicz to znany reportażysta i forma reportażu przeniknęła także do jego bodaj jedynego kryminału. (...) Dziś duża rzadkość na rynku.
Zofia Zielniak zostaje znaleziona martwa we własnym łóżku. Mieszkała przy ul. Wileńskiej . Wyrafinowane morderstwo popełniono przy użyciu kabla. Tak się złożyło, że nieopodal ofiary, z zawodu ekspedientki mieszkał redaktor Magórski, który postanowił, niezależnie od działań milicji, poprowadzić samodzielne, by tak rzecz dziennikarskie śledztwo. (...) W finale dwie nitki śledztwa zbiegają się i okazuje się, że zarówno dziennikarz jak i milicjanci dopadają sprawców ponurego morderstwa na ekspedientce każdy na swój sposób.” |
|
W książkach Heleny Sekuły (rocznik 1927) bohaterkami są kobiety, które zawsze dają sobie radę. Te powieści mają feministyczne przestanie - mówią Anna Lewandowska i Anna Niklewska, członkinie Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd. - Trup często pojawia się już na pierwszej stronie. Sekuła umiejscawia akcję w różnych środowiskach - w „Pierścieniu kalifa" (2000) nawet w pornobiznesie. Ma skłonność do neologizmów - np. hotele to u niej karawanseraje - i złagodzonych przekleństw: dolony sysysyn, ty makieto zerowoskrętna, ty rybi penisie. W wielu książkach Sekuły pojawia się trójka milicjantów: dystyngowany pułkownik Lis, który za encyklopedią ukrywa butelkę gruzińskiego koniaku, zrównoważony major Korosz, który równie dobrze jak na miejscu zbrodni czuje się na raucie w zachodniej ambasadzie, i pyskaty porucznik Cieślik, wykształcony, choć o mentalności warszawskiego cwaniaczka, który w powieści „Orchidee z ulicy Szkarłatnej" (1971) wyciąga dziewczynę z marginesu i się z nią żeni. Gatunek „kryminały milicyjne", którego zadaniem było przybliżenie społeczeństwu pracy socjalistycznych organów ścigania, miał swoich autorów flagowych: Zygmunta Zeydlera--Zborowskiego, Jerzego Edigeya czy Barbarę Gordon. Dzieło tego typu - „Dzień słodkiej śmierci" (1969) - popełnił nawet Janusz Głowacki, a umieszczono je w 12. zeszycie z serii „Ewa wzywa 07" (w latach 1968-89 powstało ich 140). Byt to jednak raczej pastisz. Znacząca część akcji rozgrywa się w lokalu Lotos, na rogu Belwederskiej i Chełmskiej, i na basenie Legii. - Stare kryminały milicyjne można kupić w antykwariacie - cena nie przekracza zwykle 3 zł - mówi Grzegorz Cielecki, prezes MOrdu (istniejącego od roku 2001). - Na rynku krąży około 90 tytułów wystawianych zwykle nie na półkach, tylko w kartonach z najtańszymi pozycjami. Są jednak powieści, które z powodu niskiego nakładu, fizycznego zniszczenia większości egzemplarzy i braku wznowień osiągają wysokie ceny na internetowych licytacjach. 200 zł kosztuje np. „Cień na pokładzie" (1955) Tadeusza Kosteckiego, o wstrętnych sabotażystach na okręcie MS „Jedność". Ale już „Zaułek mroków" (1956) tego samego autora, o mordzie politycznym inspirowanym z Zachodu, którego nie potrafi rozwikłać warszawskie UB, więc ściąga z Gdyni słynnego dr. Jerzego Kostrzewę, można zdobyć za 10 zł. Cenę 100 zł osiągają „Błękitne okulary" (1965) Anny Kłodzińskiej, zaczynające się od kradzieży chemikaliów z wagonów pozostawionych na bocznicy. Nowe wydania to konsekwencja ubiegłorocznej reaktywacji przez wydawnictwo Zysk i S-ka serii „Srebrny kluczyk", w której w latach 1956-2000 publikowało je wydawnictwo Iskry. Na razie ukazały się tu dwie powieści Sekuły - wznowienie „Dziewczyny znikąd" (1964), o prostytutce wychodzącej na ludzi, i pierwsze wydanie „Szlaku Tamerlana". Bo też odnowiony „Srebrny kluczyk" działa dwutorowo - obok pozycji starych, jak „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię" (1969) Krzysztofa Kąkolewskiego, są rzeczy nowe, jak „Eurodźihad" (2008) Marcina Wolskiego. Kryminały milicyjne wydaje także MOrd, tyle że w śladowym nakładzie 100 egz. Na razie ukazały się cztery pozycje, które można zamówić na stronie www.klubmord.com. Członkowie MOrdu starają się dociec, na razie bezskutecznie, jakie kryminały napisał Jacek Kuroń. Znaleźli informację, że się tym trudnił dla chleba i że jakiś znany autor udostępniał mu swoje nazwisko, by pod nim mogły być publikowane.

Duży Format - dodatek do Gazety Wyborczej z 25 czerwca 2009 |
|

Właśnie zakończyła się emisja. Całość około 8 minut. Najpierw kilka ujęć z filmów kryminalnych. Potem mówię dwa zdania w BUWie. Potem ujęcie z domu u Heli Sekuły, która mówi z sympatią o MOrdzie. Przenosimy się do studia. Tu już jest nasz reprezentant Klubowicz Bartek Brzózka. Jako drugiego gościa na żywo dobrali Mariusza Czubaja, autora współczesnych kryminałów. Czubaj zabiera sporo czasu, ale na pasku cały czas widnieje, że Klub MOrd. Znaczy, że Czubaj pewnikiem musi do nas przystąpić. Redaktorzy nie ustrzegli się kilku błędów, ale nic to. Najważniejsze, że nas pokazują i o nas piszą. Tyle o tym. (GC) Byłoby znacznie fajniej, gdyby z Heleny Sekuły nie zrobili Hanny Sekuły :( Klubowicz Bartek wypadł fantastycznie (o Prezesie już nie wspomnę, rozumie się samo przez się), chociaż pisarz Mariusz Czubaj zagadał wszystkich - zdaje się, że ma dryg nie tylko do pisania, ale i do gadania. Ale wrażenie robi sympatyczne, a pisze fajnie :) (AL) |
|
MOrd w mediach - recenzja z "Trzeciej Sety" w "Nowych Książkach" (1/2009)
Informacje o działach Klubu MOrd pojawiają się nie tylko w prasie popularnej czy tygodnikach opinii. Oto w styczniowym numerze "Nowych Książek" mamy notę o "Trzeciej Secie" pióra Bartosza Kaliskiego. "Nowe Książki" to miesięcznik poświęcony wnikliwym analizom prozy i poezji z sektoru kultury wysokiej. Nic dziwnego, że prędzej czy później coś o "Setach" musiało się pojawić na łamach tak wysublimowanego magazynu. Dodam tylko, że nota znalazła się w otoczeniu recenzji nowego dzieła Jacka Podsiadły oraz prozy Ignacego Karpowicza. Tym samym, siłą rzeczy, "Trzecia Seta" trafiła w rejony metafizyki.
TRZECIA SETA czyli sto recenzji napisanych przez członków Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd. - Warszawa : Wydaw. MOrdownia „Wielki Sen", 2008. - 373 s. : il. ; 21 cm. - (Broń Tej Serii). - Egz. 200 821.162.1 (091 )-312.4" 1944/1989"(049.32)
Powieści milicyjne stanowiły szczególny rodzaj beletrystyki powstającej w PRL: realistyczne, choć niewątpliwie tendencyjne, artystycznie częstokroć mierne, językowo nieporadne - sprzedawały się, o dziwo, w masowych nakładach. Autorom zapewniały sowite honoraria, a czytelnikom rozrywkę, nieraz na niezłym poziomie. Przemycały też propagandowy, z konieczności prosty przekaz, korzystny dla wydawcy, czyli komunistycznego państwa - wizję dobrej władzy i skutecznego, a przy tym nieskazitelnego aparatu ścigania. Czy rzeczywiście miały moc perswazyjną? Nie wiadomo. W jakimś stopniu kształtowały gusta literackie wielomilionowej rzeszy odbiorców. Trzeci wydany przez Klub Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd zbiór recenzji kryminałów dowodzi, że na tę literaturę zdegradowaną spojrzeć można świeżym okiem, dostrzegając w pozornie banalnych i przewidywalnych fabułach, nieudolnym sposobie prowadzenia akcji, opisach bohaterów i realiach codzienności zaskakujące aspekty kultury PRL. Książka ta to w istocie zbiór arcyciekawych antropologicznych miniesejów, zaskakujących rozmachem skojarzeń i interpretacji. Prekursorem badania „książek najgorszych” był oczywiście Stanisław Barańczak, natomiast pomysł serii narodził się w głowie prezesa klubu Grzegorza Cieleckiego. Wśród 100 omawianych i w większości zapomnianych pozycji znajdziemy powieści zarówno mistrzów gatunku, jak Jerzy Edigey, Barbara Gordon (której zadedykowano cały tom), Anna Kłodzińska, Maciej Słomczyński, jak i trzeciorzędnych wyrobników. Miało bowiem powieściopisarstwo milicyjno-bezpieczniackie swoje hierarchie. Trzecia seta pozwala je poznać. Do tomu dołączono m.in. fragment wspomnień Gordon, jej opowiadanie oraz studium literaturoznawcze na temat poetyki powieści milicyjnej. Bartosz Kaliski |
Porozmawiajmy o powieściach milicyjnych Rozmawiała Izabella Adamczewska - Kobiece pisarki kryminałów zdetronizowały detektywa supermana. Bez siwej panny Marple nie byłoby detektywa Monka - mówi dr Iza Desperak*. Zainteresowani tematem mogą przyjść w poniedziałek o godz. 18 na spotkanie do księgarni Litera (ul. Nawrot 7) Fot. Tomasz Stańczak / AG Izabella Adamczewska: Skąd takie zainteresowanie Barbarą Gordon?
Iza Desperak: - Bo to niedoceniona wybitna pisarka. Przez lata była dziennikarką, mieszkała w Łodzi. Po wojnie przeprowadziła się do Warszawy, była rzecznikiem prasowym rządu. Kiedy jej mąż pisarz dostał zakaz publikowania, sama stała się autorką. Jej książki były tłumaczone na wiele języków. Mam egzemplarz po słowacku, podobno książkę znają nawet w Mongolii! Opowiadania Gordon były także inspiracją scenariusza serialu "07 zgłoś się". Niestety, od lat nie wznawiają jej kryminałów. I teraz jeśli wpisze się do internetowej encyklopedii hasło Barbara Gordon, można przeczytać o amerykańskiej autorce romansów. A przecież w PRL-u była tak popularna, że Milicja Obywatelska poprosiła ją o napisanie książki na temat wampira ze Śląska. Powieść "Nieuchwytny" miała spowodować, że wampir wyjdzie wreszcie z ukrycia... Nawiasem mówiąc, głównym bohaterem "Nieuchwytnego" jest kobieta, która niechcący odkrywa rozwiązanie zagadki kryminalnej. Kobieta nienormatywna, która ma ponad 170 cm i nosi spodnie.
Czym się różnią kryminały kobiece od męskich?
- Trzy damy polskiego kryminału - Joanna Chmielewska, Hanna Sekuła i Barbara Gordon - mają coś, co można określić jako "kobiece pisanie". Bo bohaterem kryminałów najpierw był superman. Dopiero potem pojawiła się panna Marple - starsza, siwa pani. Bez niej nie byłoby detektywa Monka. Jego fenomen wynika właśnie z kobiecego pisarstwa: detektyw nie musi być Sherlockiem Holmesem, może się mylić. Zanim zaczęłam recenzować powieści Barbary Gordon dla Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd, zanalizowałam rolę kobiet w kryminałach milicyjnych. Okazało się, że występują w trzech odmianach: albo są ofiarami morderstw, grabieży czy gwałtów, albo sekretarkami pułkowników, albo wychodzą za kapitanów. Ewentualnie pozostaje im rola kobiety szpiega, choć w niej niekoniecznie dobrze się sprawdzają, bo zawsze przecież mogą się zakochać... Ale za to lubią plotkować. A to może im ułatwiać rolę szpiega...
- Znajomi psychologowie z Uniwersytetu Gdańskiego powiedzieli mi ostatnio, że to mężczyźni więcej plotkują. Kobiece kryminały milicyjne przełamują monopol na mężczyzn. Nie tylko te autorstwa Barbary Gordon. Są utwory Zofii Jabłkowskiej, gdzie w ogóle nie ma mężczyzny detektywa, tylko same kobiety przyjaciółki, które odkrywają niechcący sprawcę zbrodni, kiedy wychodzą z kotem na spacer pod blokiem.
"Ulicę Bliską" Gordon omawia się na zajęciach poświęconych gender. Dlaczego?
- Bo Gordon przełamuje w nich tabu. Podejmuje na przykład kwestię przemocy domowej, dla której dopiero od niedawna mamy nazwę! W "Gwiazdach na ziemi" pisze z kolei o aborcji. Z jednej strony jest więc historia kryminalna z cyjankiem potasu, a gdzieś na boku żona elektryka umiera na skutek komplikacji po źle przeprowadzonym zabiegu. Gordon pisze o tym wszystkim bardziej przekonująco, niż mówi niejeden specjalista.
Spotkanie
O Barbarze Gordon, czyli Larysie Zajączkowskiej Mitzner, autorce popularnych w PRL-u powieści milicyjnych ("Nieuchwytny", "Spotkanie pod zegarem", "Waza króla Priama"), będzie można porozmawiać w poniedziałek o godz. 18 w księgarni Litera (ul. Nawrot 7). O pisarce opowie jej syn, Piotr Mitzner. Wstęp wolny. O godz. 20 kino Cytryna (ul. Zachodnia 81/83) zaprasza na Noc Filmu Milicyjnego. W programie: "Obrazki z życia" oraz "Anna i Wampir" (cena biletów: 10 zł).
* Iza Desperak jest dr. socjologii UŁ. Szefuje nieformalnemu stowarzyszeniu Łódź Gender. Jest prezesem łódzkiego oddziału Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd. Pisze recenzje milicyjnych powieści kryminalnych i organizuje spotkania klubowiczów w Łodzi. Najchętniej chodzą wtedy na Rynek Bałucki. Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź |
Kryminały - białe kruki PRL
Niektóre tytuły z kultowych peerelowskich serii kryminalnych na aukcjach w serwisie Allegro osiągają ceny grubo ponad 100 złotych. Miłośnicy socjalistycznych powieści sensacyjnych, którzy rzeczywistość PRL znają z podręczników i opowiadań rodziców, zakładają fankluby i strony internetowe, recenzują stare tytuły, wydają własnym sumptem unikatowe pozycje i urządzają wycieczki do miejsc opisanych na kartach książek. Z myślą o nich poznańskie wydawnictwo Vesper rozpoczęło właśnie edycję serii opowiadań milicyjnych pod nazwą "Wzywam 07…”. Na pierwszy ogień poszły wydane w trzech tomach utwory klasyków gatunku, m.in. Jerzego Edigeya, Heleny Sekuły, Barbary Gordon i Andrzeja Szczypiorskiego. To nie żart. Pogardzane przez krytyków peerelowskie sockryminały pisało wielu twórców kojarzonych z literaturą wysoką, jak Janusz Głowacki, Józef Hen, Maciej Słomczyński, Tadeusz Kwiatkowski, Ireneusz Iredyński, Aleksander Ścibor-Rylski, Krzysztof Teodor Toeplitz czy Irena Szymańska. Zaczęło się od Gomułki Powstanie powieści milicyjnej zawdzięczamy poniekąd Władysławowi Gomułce. Od końca lat 40. do przełomu październikowego w krajowej literaturze rządziła doktryna socrealizmu, w myśl której kryminały były wynalazkiem klasowo obcym i szkodliwym. Kryminałów więc ani nie pisano, ani nie wznawiano. Kurs złagodzono dopiero po powrocie towarzysza "Wiesława do władzy, na fali odwilży 1956 roku. Autorzy stanęli jednak przed wyzwaniem. No bo jak pisać kryminały w kraju, w którym dominuje własność państwowa, nie ma wielkich fortun ani luksusowych sklepów, część towarów jest sprzedawana wyłącznie na kartki, a po godz. 22 trefne pieniądze można przepuścić tylko w barze na dworcu kolejowym? Z tym problemem twórcy zmagali się aż do końca PRL. Rzeczywistość sockryminałów była przaśna i siermiężna tak jak czasy, w których się rozgrywały. Do tego w większości przypadków dochodziła do bólu schematyczna i przewidywalna fabuła, co błyskotliwie wykpił w "Książkach najgorszych" Stanisław Barańczak. Jak zauważył w eseju "Poetyka polskiej powieści kryminalnej", powieściowy śledczy miał kłopoty z tożsamością. Musiał być milicjantem, a nie prywatnym detektywem. Niby prowadził śledztwo sam, lecz tak naprawdę był tylko ramieniem organów ścigania obdarzonych rzecz jasna zaufaniem narodu. Cierpiał z powodu specyficznego dualizmu. Był nieomylny, reprezentował esencję Sprawiedliwości, a zarazem zdradzał cechy ludzkie, co często dawało komiczny wydźwięk. Najczęściej był funkcjonariuszem w randze porucznika lub kapitana (nierzadko samotnikiem, który przedkładał dobro ogółu nad szczęście osobiste). Tropił obywateli z drugiej strony barykady, którzy nie chcieli dostosować się do reguł panujących w socjalistycznej ojczyźnie - prywatnych przedsiębiorców, handlarzy zachodnią walutą, sprawców nadużyć lub awarii w socjalistycznych przedsiębiorstwach oraz szpiegów (najczęściej o esesmańskim rodowodzie) próbujących wykraść tajemnice naszego przemysłu. Ówczesnym czytelnikom to nie przeszkadzało. Pojedyncze tytuły rozchodziły się w niewiarygodnych z dzisiejszej perspektywy nakładach do 280 tys. egzemplarzy! Przewodnik po zaginionej cywilizacji Ich popularność łatwo było zrozumieć - nie miały przecież żadnej konkurencji w ubogiej rzeczywistości ówczesnej polskiej popkultury. Ale kto chce je czytać dzisiaj? I z jakiego powodu? "Dla mnie lektura Edigeya, Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, a szczególnie otwarcie antykapitalistycznej Anny Kłodzińskiej to jak czytanie przewodnika po zaginionej cywilizacji. To kapitalny sposób, aby przekonać się, jak zmieniła się Polska w ciągu zaledwie dwóch dekad" - mówi Kuba Dylewski, student prawa, kolekcjoner peerelowskich kryminałów. W podobnym tonie wypowiadają się inni fani sockryminałów. Andrzej Wysztygiel, historyk w ogólniaku w aglomeracji śląskiej, żeby wytłumaczyć uczniom, na czym polegała centralnie sterowana gospodarka oraz walka z prywatną inicjatywą, czytał na lekcjach fragmenty książek Kłodzińskiej i Jerzego Siewierskiego. "Najpierw się zaśmiewali, a na koniec powiedzieli, że teraz lepiej rozumieją swoich rodziców" - wspomina. To nie są odosobnione reakcje. Kilka lat temu Grzegorz Cielecki (rocznik 1969), psycholog, dziennikarz i antykwariusz, założył Klub Miłośników Powieści Milicyjnej "MO-rd”. Dziś gremium zrzesza pół setki osób, głównie 20-, 30-latków. Klubowicze prowadzą stronę internetową (mord.of.pl), własnym sumptem wydają recenzje opublikowanych przed laty tytułów oraz przygotowują edycje białych kruków gatunku. Dotychczas wypuścili trzy pozycje Heleny Sekuły. Pracują nad słownikiem kryminałów milicyjnych, urządzają też wycieczki śladami opisanych w powieściach miejsc. Tym sposobem trafili m.in. do warszawskiej restauracji Lotos, w której jarzębiakiem raczył się porucznik Goraj, bohater "Dnia słodkiej śmierci" Janusza Głowackiego, wydanej w serii "Ewa wzywa 07". Perspektywa feministyczna "Lektura socjalistycznych kryminałów to doskonały sposób, żeby dotrzeć do wiedzy o realiach życia codziennego w PRL. Nawet w najbardziej nieporadnych i ideologicznych książkach są informacje, których nie wyłapała cenzura"- zapewnia prezes Cielecki. Bodaj najdalej w tym sposobie lektury doszła Anna Błaszczyńska (rocznik 1983), polonistka: "Czytam sockryminały z perspektywy feministycznej. To zaskakujące, jak bardzo odzwierciedlają sytuację ówczesnych kobiet występujących głównie w rolach sekretarek i kelnerek. Przypadki, kiedy kobieta prowadzi śledztwo, można policzyć na palcach jednej ręki". Żaden z moich rozmówców nie traktuje powieści milicyjnych na serio, choć mówią o nich z entuzjazmem. I to chyba najbardziej optymistyczny przejaw renesansu tego wydawałoby się skazanego na wieczne potępienie gatunku. Klubowicze z "MO-rdu” sygnalizują, że peerelowskie kryminały (kilka tysięcy tytułów) to najmniej zbadany obszar polskiej literatury współczesnej. Do dzisiaj nie wyjaśniono kwestii autorstwa wielu tytułów. Nie wiadomo, kto ukrywa się pod pseudonimami. A spekuluje się, że sockryminały pisał incognito m.in. Jacek Kuroń. Cezary Polak |
|
MILICYJNA POWIEŚĆ Nurt literatury (cóż, może to za duże słowo) popularnej, mający na celu ocieplenie wizerunku Milicji Obywatelskiej. Pierwsze przejawy tego typu twórczości pojawiły się w czasach odwilży, w połowie lat 50. Piotr Guzy (dziennikarz, który wrócił do kraju z emigracji, a potem znowu musiał wyjechać), popełnił w 1955 roku powieść „Następny odchodzi 22.25”. Mowa rzecz jasna o składzie PKP... W pociągu rozgrywała się część rozgrywki pomiędzy inżynierem szpiegiem a ścigającymi go funkcjonariuszami, jak się wtedy mówiło - bezpieczeństwa. Książkę wydało Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. W tej samej oficynie rok później ukazał się zbiór opowiadań kryminalnych EDMUNDA NIZIURSKIEGO. Intrygują już same tytuły: „Tajemnica majora Czepiegi” czy „Mój sylwester wopowski”. Następnie ruszyły całe serie, które brały nazwy od znaku graficznego. W cyklu z pistoletem ukazał się np. „Walter nr 45771” Jacka Wołowskiego (1956). Natomiast cykl labirynt pozwolił się wykazać sprawdzonej w socrealistycznych produkcyjniakach Annie Kłodzińskiej: „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” (1957). Porucznik Szczęsny stał się potem czołowym bohaterem powieści milicyjnych - Kłodzińska napisała ich w sumie 30. Przed funkcjonariuszem o muskularnym ciele drżeli spekulanci, paserzy, a także pomniejsi degeneraci, na przykład hippisi... W pokoju zapanowała cisza. Oficerowie patrzyli na Biegańskiego, a on pod tymi spojrzeniami kulił się w krześle jak pod uderzeniem patek - to jeden z celniejszych cytatów („Wrak”, 1973). Opis sytuacji przed wybuchem stanu wojennego? W kraju nowa fala strajków, bunt więźniów, blokada żywności, bezczeszczenie cmentarzy. Rozrzuca się ulotki nawołujące do nieobsługiwania milicjantów w lokalu, do niesprzedawania im benzyny. .. Młodzi łączą się w grupy przestępcze, mówi się nawet o tendencjach terrorystycznych. Napastnicy stali się okrutni, znęcają się bestialsko, zwłaszcza nad ludźmi starymi, kobietami czy kalekami... Egzemplarz „W pogardzie prawa” (1983), z którego pochodzi ten fragment, powędrował do samego Wojciecha Jaruzelskiego. Autorka dostała podziękowania. W połowie lat 60. do radosnych poczynań MON-u dołączyły kolejne wydawnictwa. O ile np. w Czytelniku (seria z jamnikiem) był to margines działalności, o tyle na całość poszły Iskry. Albo musiały pójść pod opiekuńczymi skrzydłami Komendy Głównej MO. W 1967 roku pułkownik Zbigniew Gabiński (dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i Analiz) oraz podpułkownik Władysław Krupka (odpowiedzialny za kontakty ze środowiskami twórczymi), znani z komiksu o „KAPITANIE ŻBIKU", wymyślili cykl opowiadań kryminalnych pod szyldem „Ewa wzywa 07”. Hasło wywoławcze dyspozytorni było ukłonem w stronę żony Gabińskiego. 07, kryptonim funkcjonariusza, mógł być nawiązaniem do BONDA... W latach 1968-1989 („Tajemnicza Katarynka” Barbary Nawrockiej, „Dom, w którym straszy” Danuty Frey) ukazało się 146 zeszytów z dopiskiem „powieść co miesiąc”. Wśród autorów byli Janusz Głowacki, Aleksander Ścibor-Rylski czy Andrzej Szczypiorski. Przewinęli się też scenarzyści „STAWKI WIĘKSZEJ NIŻ ŻYCIE", a kilka tomów napisał sam Władysław Krupka... Brylowała jednak grupa wyspecjalizowana w milicyjnej dziedzinie: Jerzy Edigey, Zygmunt Zeydler-Zborowski i Danuta Frey. Część opowiadań z cyklu stała się podstawą scenariuszy serialu „07 ZGŁOŚ SIĘ”. Kilka wykorzystano do fabuł Żbika. Powieść milicyjna skończyła się wraz z końcem Milicji Obywatelskiej. I wydawało się, że już na zawsze pozostanie równowartością makulatury... Nic podobnego. Książki wciąż sprzedawane są na aukcjach internetowych. Fani tej perwersyjnej lektury zrzeszają się (Klub Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej MO-rd) i publikują nawet biuletyny („Pierwsza seta"). W 2005 roku Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita" SA, rozpoczęło serię wznowień klasycznych pozycji. Na pierwszy ogień poszedł „Czarny Mercedes” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego z 1958 roku. © Wydawnictwo VESPER, Bartek Koziczyński, "333 popkultowe rzeczy PRL" |
|
|