Klubowe wieczory | Page-7
Klubowe wieczory
Spotkanie klubowe - 5 listopada 2004

Sprawozdanie ze spotkania filmowo-konsumpcyjnego u Klubowicza Duńskiego

W ostatni piątek (5 listopada 2004 roku – przyp. Prezesa), już tydzień po spotkaniu w Telimenie zebraliśmy się u klubowicza Duńskiego. Spotkanie było zaplanowane na 20, ale z naganą należy odnotować, że kiedy spóźnieni dotarliśmy na miejsce prezes jeszcze nie był obecny (no ale koordynowałem dojazd innych Klubowiczów oraz aprowizację – przy Prezesa). Nasze oburzenie złagodziły powitalne drinki ( w składzie żytnia z czerwoną etykieta!), a także przywiezione przez Anię i Basię pyszne sałatki. W sumie zjawiło się 8 osób (+ gospodarz spotkania). Po gorącej dyskusji merytorycznej o szczegółach wydania „Pierwszej sety” rozpoczęła się część filmowa. Na początek „Złote koło”-  nakręcone na podstawie „Ewy” (której - musi uzupełnić prezes-nie robiłam notatek – Ewa nr 31 – przyp. Prezesa) Fascynująca scena przygotowywania kotletów przez milicjanta, oraz kreacja nieznanej niestety z nazwiska aktorki w roli Kasi Raz-dwa-trzy! 

 


 

Druga cześć seansu to „Wilcze echa” - bieszczadzki western (eastern?) z wpadająca w ucho czołówka, oraz fascynująca scenografią. Aktorów ubranych w przybrudzone podkoszulki lub skórzane kurtki na gołe ciało zapamiętamy na długo! Na tym skończyła się cześć merytoryczna - mniej odporni klubowicze odpłynęli, a reszta relaksowała się przy tequili i leniwej konwersacji...

 

 


Oby więcej takich spotkań. Pytanie: u kogo teraz?
Anna Błaszczyńska
 
U Prezesa - 14 maja 2003

U Prezesa - 14 maja 2003

Dzień był pochmurny (14 maja, środa). Wróciłem z pracy po 18.00 niosąc ze sobą cztery schłodzone Tyskie. Pierwszy pojawił się Maciek, z trzema Lechami. Zajął dogodne miejsce na mojej rozprutej kanapie. Mam nadzieje, że niedługo wymienię ten mebel. Kilka minut później nadszedł Remigiusz i Marek. Było więc nas już czterech i można było zaczynać kolejny wieczór klubowy. Postanowiliśmy ruszyć ze Złotą Księgą Cytatów. Marek wyjął zeszyt w kratkę: „Kobita bardzo śmiesznie wygląda i jak się zdaje znacznie gorzej od mężczyzny” – to z Edigeya „Strzały na rozstajnych drogach”. Ja sięgnąłem po „Strachy w Biesalu” – jedyny kryminał Jerzego Putramenta, wydany z słynnej serii Labirynt w końcówce lat 50.:” Wszyscy samcy tutaj potracili głowy. Nie piszę ci, kto z nią aktualnie śpi, bo przy naszej poczcie, zanim list otrzymasz, wszystko stanie się jak najbardziej zdezaktualizowane”. Tak, trzeba przyznać, że dziś sami samcy. Obejrzeliśmy projekty wlepek przygotowane pod kierunkiem Remka. Najfajniejsza jest ta z samochodem. To dość powszechna opinia dzisiejszego wieczora.
W programie był film „Hazardziści” Mieczysława Waśkowskiego. Niemal paradokumentalna opowieść o napadzie na bank w podrocławskim Wołowie. Podczas projekcji dotarł Andrzej Byczak (bez piw) oraz Paweł (dwa piwa). Wstąpił także gościnnie Rafał.
Zgasiłem światło i było jak w kinie. Czasem tylko odzywały się głosy o marnej pracy oświetleniowca. Franciszek Trzeciak jako przywódca bandy szanowanych przedstawicieli prywatnej inicjatywy to jest to. Słynny cytat: „Naoglądałeś się westernów, a tu jest PRL”. Było coś fascynujące w tych niedoskonałych kadrach i lokalnym kolorycie małego miasteczka. Warszawa niczym krążownik szos sunęła po polnych wertepach, a o brzasku w Wołowie przeistaczała się w wóz rajdowy biorący zakręty z piskiem opon. Najbardziej jednak chyba odczuwaliśmy duszną atmosferę rodzinnego zgiełku, w którym kryło się marzenie za lepszym światem.
Wieczór przemknął jak burza. Potem można już było tylko pójść na spacer w pochmurną noc (GC).


 
W kasynie - 29 kwietnia 2003

W kasynie - 29 kwietnia 2003

Nie wiem, od której tam siedzieli. Było ich czterech: Smolu, Prezes, Nowy i Duński. Pili piwo. Po stole walały się resztki niedojedzonego bigosu i szczątki cienko pociętej cebuli (snadź śledzik już był – pomyślałem). Zasiadłem u głowy stołu i zamówiłem w bufecie bigos z kiełbasą oraz piwo. Długo nie czekałem. Zjadliwy bigos popiłem chłodnym browarem i zamieniłem się w słuch. Rozmowy dotyczyły polityki, prawa, alkoholu oraz powieści milicyjnej, rzecz jasna. (Historykom, którzy będą umiejscawiać akcję spotkania w konkretnej rzeczywistości politycznej podpowiadam, iż był to dzień po przesłuchaniu premiera Millera przez posła Ziobro i pamiętnej inwektywy: Pan jest zerem.) Mówiono głosem podniesionym, a raz szeptem, gdy sprawa wagi państwowej podniesiona została. W pewnej chwili wychwyciłem zbitkę słowną prezesa, która ajuści uderzyła w mą świadomość: moralny dyferentyzm Zborowskiego…To dla przeciętnego klubowicza jest jak buddyjskie Ohmmm. Wiedzie do milicyjnego oświecenia… W strategicznym momencie wieczerzy Prezes wstał i udał się w stronę bufetu. Wiedzieliśmy, że to może oznaczać tylko jedno. Mnie oraz klubowicza Duńskiego ogarnął niewypowiedziany smutek i żal, gdyż nasze auta tkwiły po drugiej stronie ulicy, telepatycznie śląc hasło: Piłeś – nie jedź! Jednak nie daliśmy niczego po sobie poznać. Prezes wrócił z butelką Luksusowej. Ich trzech piło wódkę, nas dwóch popijało piwo. Atmosfera zbliżała się do tej specyficznej, gęstej od prawdy i wynurzeń chwili, gdy kończą się słowa, które są w stanie opisać przeżycia z dnia 29 kwietnia. Imperialiści mawiają w takiej chwili the right time, the right place. (Tu narrator machnął ręką). Punkt dziewiąta opuściliśmy lokal, Kasyno numer 153, które zamykało swe podwoje. Wyniosłem stamtąd, oprócz doznań,… pustą butelkę Luksusowej, którą prezes kazali wynieść, by umieścić w rejestrze ważkich detali klubowych, czyli archiwum. Wieczór był młody, a noc przytulna. Należało powziąć decyzję, co dalej. Pomysłów było wiele, istotne, że wylądowaliśmy w lokalu x, w okolicach Kruczej, gdzie nowoczesna młodzież oddawała się współczesnym, miałkim uciechom. Znowu wypiliśmy, zmotoryzowani tym razem okrutnie małe espresso. Nastąpiły kolejne konwersacje, a potem nieuchronne, oficjalne oddalenie do swych zacisznych domostw. Ale to, co najpiękniejsze, jak zawsze rozegrało się pomiędzy wersami, czego każdy prawy klubowicz ma patriotyczny obowiązek żałować.

Komisarz Kociołek


 
 
W Mesie - 29 marca 2003

W Mesie - 29 marca 2003

Kolejne spotkanie klubowe odbyło się w restauracji Mesa na placu Zbawiciela. Nie był to wybór przypadkowy - lokal ten został uwieczniony w książce Zeydlera-Zborowskiego „Człowiek o cętkowanej twarzy”. 20 lat temu było to ponoć jedyne miejsce w Warszawie gdzie serwowano ostrygi, a ostrygi właśnie znaleziono w treści żołądka denata wyłowionego z Wisły na wysokości Modlina.  W spotkaniu uczestniczyło 10 osób w tym po raz pierwszy nowy klubowicz Maciej Szwedowski.
A oto i stosowny cytat przesłany przez Prezesa:
„- Ostrygi? Pan szanowny raczy żartować. W Warszawie ze śledziami bardzo ciężko, a co dopiero ostrygi. Na co panu akurat ostrygi, Mamy dzisiaj świeżutkie schaboszczaki. Nie pożałuje pan. – Kiedy ja właśnie ostrygi – upierał się Górniak. – Pytałem już w kilku lokalach kategorii „S”. Nie mają. Pan Tadzio pokręcił głową frasobliwie. – Ciężka sprawa. Chyba, żeby w „Mesie” . – Tak. Jest taka malutka knajpka na Placu Zbawiciela. Tam koło tego rybnego sklepu na pięterku”. Zainteresowanych bliższymi szczegółami zachęcam do lektury recenzji w dziale z recenzjami.



 
Kacperek Story
Kacperek Story


Kolejne spotkanie klubowe w lokalu odbyło się tym razem na Bródnie w „Kacperku”. To jedyny prawdopodobnie na tym terenie lokal restauracyjny pamiętający czasy PRL-u.  Śledzik w oleju niczego sobie, wnętrze utrzymane w przytulnym klimacie, urocze kelnerki. Bródno jest jednym z ulubionych rejonów plenerowych autorów powieści milicyjnej. Tu przynajmniej przez chwilę rozgrywa się „Zbrodnia na Cyrhli Toporowej”, „3xomega”, „Zatrzymaj zegar o jedenastej”, „Śmierć wśród chryzantem” (wszystkie recenzowane w Klubie).
Uwaga! Kolejne spotkanie już w najbliższą sobotę. Tym razem penetrujemy mroczne lokale Śródmieścia.


 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna > ostatnia >>

Strona 7 z 9

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.