|
SPRAWOZDANIE ZE SPOTKANIA KLUBOWEGO
Miejsce spotkania: mieszkanie klubowicza Ciasia
Data: środa, 20.09.2006
Godzina: 19 (teoretycznie, bo punktualność nie jest cechą statystycznego klubowicza)
Uczestnicy: gospodarze (to jest niżej podpisana i Marek) - Prezes
- klubowicz Andrzej Byczak
- klubowicz Andrzej Smosarski
- sympatyczka i kandydatka Kamila
- klubowiczka Amudena Rutkowska
- klubowicz Paweł Duński (próbował się wykręcić,ale uległ telefonicznym perswazjom Prezesa)
- klubowiczka Teresa Tulska
Program spotkania:
- prezentacja książki „Śmierć na dobry początek” . Wniosek o podjęcie bliższej współpracy z Fabryką Bestsellerów i umieszczenie linka na stronie
- cytaty z „Tęczowego koktailu” (książka, w której – ku zachwycie niektórych klubowiczów – kobiety piją wódkę)
- omówienie planów wydawniczych i podjęcie wiekopomnej decyzji o zwiększeniu częstotliwości clubbingów
część filmowa:
- TVP Kultura o powieści milicyjnej – w roli eksperta prezes
- dokument o „Kobrze”
- Kobra "Pomyłka, proszę się wyłączyć" (Lucille Fletcher w reż. Jerzego Gruzy z Aleksandrą Śląską w roli głównej)
- „Droga na zachód”
Zjedzono:
- specjalność zakładu czyli burritos z wołowiną i fasolą oraz ryżem meksykańskim, chipsy a nawet stare cukierki czekoladowe
Wypito:
- Finlandia
- piwo (w dużej ilości)
- likier kawowy rumuński
- miód pitny
- whisky
Podsumowanie: spotkanie bardzo udane, zabawa przednia i w doborowym towarzystwie. Gospodarze jeszcze nieraz chętnie będą gościli u siebie MORD.
Anna Błaszczyńska
|
|
Spotkanie 23 czerwca, czyli Anno Domino... 2006
Produkcja: MO-rd Klub Pasjonatów Powieści Milicyjnej
Sponsorzy: Prezes i Paweł (dwie pizze z Da Grasso)
Trailer: Drogie Klubowiczki/Szanowni Klubowicze, Już za dwa dni spotkanie Klubu u mnie. Gwoździem programu będzie legendarna Kobra "Toccata", z Januszem Gajosem w milicyjnym mundurze. Spektakl absolutnie nieosiągalny. Klubowicz Duński obiecał natomiast przynieść kolejny wybór wspaniałych kronik filmowych, pozdrawiam Was Prezes
Obsada: Prezes C., Anna L., Teresa T., Weronika G., Paweł D., Maciej S., Remigiusz K. i oczywiście Bernard Ładysz. W trakcie wieczoru nadeszła również sympatyczka Prezesa (Klubu znaczy się) Basia.
Praca oświetleniowca: Oświetlenie odgórne, czasem zbyt natarczywe, ale przede wszystkim pozytywne.
Scenariusz: Początkowa improwizacja, wyjmowanie trunków, powitania oraz uściski przemieniły się w spontaniczną projekcję Kobry „Toccata”. Fajna to Kobra była, choć może mało kąśliwa i zbyt teatralna. Gajos grał już prawie samego siebie, czyli na pograniczu wyśmienitości; ale jeden pan, nazwiska - zabij - nie pamiętam - grał gorzej (a przez to śmieszniej) niż szatniarz - statysta, a taka jedna pani o twarzy Poli Raksy (bo to była Pola Raksa) - z wdziękiem i lekkością przemykała po czarno białych kadrach jako świeża i już zaniedbywana żona... Kolejnym filmem był wybór kronik filmowych, w trakcie których rzecz jasna uchachaliśmy się. Potem opuściłem brać i film mi się urwał, lecz nie z powodu alkoholu. Późno było - i musiałem wykąpać teściową...
Komisarz Kociołek
PS. Prezesa Po tym jak Klubowicz Kociołek musiał nas opuścić celem ablucji teściowej, obejrzeliśmy jeszcze drugą Kobrę - „Iryd”. Było to dzieło o niebo lepsze od „Toccaty”. Wieńczysław Gliński prowadził śledztwo w sprawie kradzieży próbki tytułowego irydu w jakichś zakładach. Wypadki koncentrowały się wokół inżyniera granego przez Emila Karewicza oraz jego kochanki – tu powabna Irena Karel. Kobra ta była bardzo dynamiczna i można ją bez niesmaku oglądać również dziś
|
Część I
Sprawozdanie ze spotkania klubowego w dniu 31 marca 2006 r. Miejsce: kwatera główna Prezesa
Prawie w ostatniej chwili Prezes dał hasło do spotkania: piątek, 19, kwatera główna. Zwykle bywa różnie, bo im później hasło, tym mniejsza frekwencja na spotkaniu, ale tym razem Klubowicze dopisali w całej, że tak powiem, okazałości. Strona damska: Ania L, Dorota Z., Teresa T. (o tym za chwilę) oraz pisząca ten tekst Monika P. Mężczyźni w składzie: Gospodarz (oczywiście), Remigiusz, Paweł D (dzięki za transport), Maciek Sz. (rzadko, więc tym bardziej mile widziany) i – spóźniony – Bartuś (cytuję za Anią L). Prezes zadbał o wyszynk a nawet o stylistykę PRL-owską: na gazecie (tytułu się nie stwierdza, podejrzewam Trybunę): deska z wędlinami (zwyczajna, mielonkopodobna wędlinka z galaretką, jabłka a la papaja (wniósł Paweł), papryka marynowana, sałatka szefa, wódeczka Koneser (vide clubbing praski), wiśniówka, dzięgielówka, piwa (dla kobiet – imbirowe) i dobre, czerwone wino. Klubowicze zasiedli gdzie popadnie, Klubowiczka Tulska centralnie (z racji przeżyć przez ostatnie 50 dni), reszta na kanapie, książkach i krzesełkach. Prezes wydobył z czeluści kuchennej szafki dyżurną popielniczkę i „wygonił” damską, trzyosobową palącą część klubu na klatkę schodową (wypadów podczas spotkania – 4). Klatkę zresztą słynną i uwiecznioną w zajawce do filmu „Zbrodniarz i panna” (Kino Polska), zabytkową właściwie. Zaczęliśmy od barwnej i wciągającej opowieści Klubowiczki Teresy z pobytu w kazamatach Grochowskiej Olszynki. Przy okazji powzięliśmy wiedzę co znaczy „półotworek” i do czego służą w damskich więzieniach dziurawe damskie rajstopy. Słuchaliśmy z wypiekami na twarzy i czekamy na książkę. Niniejszym odnotowujemy wyjątkowość Klubowiczki (że przetrwała w dobrym zdrowiu na ciele i umyśle), stwierdzamy rzecz oczywistą, tj. całkowitą głupotę i bezsensowność w działaniu tzw. wymiaru sprawiedliwości i oczekujemy wykorzystania doświadczeń Klubowiczki Teresy na niwie klubowej (na przykład w recenzjach lub tekstach przekrojowych). Przepłukując w międzyczasie gardło trunkami wyskokowymi uzgodniliśmy okładki do Drugiej Sety oraz nowego klubowego wydawnictwa. Spotkanie było, wbrew pozorom, bogate w treści merytoryczne : klubowicze przyjęli raport z clubbingu praskiego (Prezes i Paweł, Siostra Prezesa i przyległości). Clubbing okazał się naprawdę odkrywczy: piękne, oryginalne i zabytkowe miejsca, bary i restauracje. Obejrzeliśmy także dużą ilość zdjęć z clubbingu. Uczciwość sprawozdawcy wymaga odnotowania, iż wszyscy obecni przyszli w doskonałych humorach, które poprawiały się jeszcze wprost proporcjonalnie do wypitych trunków. Między wierszami wyszło, że męska część Klubu planuje w wekkend majowy wypad do Macedonii. Pozostajemy w nadziei, że przywiozą dobre trunki i wniosą do Klubu. Po drodze, Klubowicze w ramach kontaktów bilateralnych załatwiali swoje partykularne interesy: przepis na pączki, majowe spotkanie klubowe poniekąd imieninowe, spotkanie trójstronne, pomysł na kolejny clubbing, kopiowanie rzadkiej pozycji udostępnionej wspaniałomyślnie przez Klubowicza Bartka (książka nabyta za skandaliczną cenę, ponad 200 złotych, chyba rekord w Klubie). Pisząca te słowa z przykrością, razem z Anią, opuściły szacowne grono przed północą, więc dalsza część sprawozdania – na odpowiedzialność Klubowiczki Tulskiej. Klubowiczka Monika Przygucka
Część II
W wyżej wymienionym dniu ok. godz. 23, a może trochę później, dobił do zebranych Klubowicz Bartek; ok. 24, a może trochę wcześniej, wybyły Klubowiczki Ania i Monika, ale nie pozostawało to w związku przyczynowo-skutkowym - zwyczajnie późno się zrobiło. Niemniej szkoda ogromna, że poszły sobie, ponieważ Prezes nasz czcigodny uraczył tych, którzy pozostali, cymesem wyjątkowej urody - puścił nam mianowicie koktajl z Polskich Kronik Filmowych, lata 50. 60. i 70. chyba też, fragmenty poświęcone wyłącznie kobietom. Cuda wianki! Wybory, żniwa, zwalczanie analfabetyzmu, a bodaj nawet zbieranie stonki ziemniaczanej; uroczyście obchodzone Dni Kobiet; nowe stanowiska pracy w supernowoczesnej (wówczas) fabryce, młody, piękny i uroczy (wówczas) Jacek Fedorowicz z piosenką specjalnie dla pań, pokazy mody i demonstracja sprzętu gospodarstwa domowego; młoda pani majster, i nawet pani mistrz zmianowa, a na deser dosyć zgrzebne prostytutki - te ostatnie do spółki z alkoholikami reprezentowały margines społeczny nie przeradzający się jednak w trwałą patologię o szerokim zasięgu, a to wskutek zdecydowanego piętnowania. Kto nie widział, niech zobaczy, kto nie zechce, niech żałuje do śmierci i nawet dzień dłużej!!! Pokaz okraszony dodatkowo powtórką "Promieni śmierci" przerywały z rzadka komentarze, ciągle wybuchy śmiechu i jeden krótki spacerek do pobliskiego sklepu, ale skromny, tylko po połówkę. Miło było i ciekawie. We wczesnych godzinach porannych, gdzieś koło czwartej, znużony gospodarz usnął cichutko w kącie tapczana (obecnie posiadam wersalkę – przyp. Prezesa), wzorowy w życiu rodzinnym i towarzyskim Klubowicz B. z lekka sprzątnął ze stołu (nie wynosząc jednakowoż butelek ilością i różnorodnością chlubnie świadczących o naszej biesiadnej kondycji) i zniknął, a Klubowicz D. i niżej podpisana (nad)użyli gościnności prezesa dosypiając u niego. Zresztą tylko parę godzin, ponieważ dość wczesnym przedpołudniem zadzwoniła Klubowiczka B., aby wyrazić ubolewanie z racji swojej nieobecności na opisywanej imprezie i wyrwała nas ze snu, co dało asumpt do ostatecznego rozejścia się. Na tym spotkanie zakończyło się, przynajmniej wg mojej najlepszej wiedzy - Prezes i Klubowicz D. pozostali sami, ale chyba już konwencjonalnie, a nie klubowo i służbowo :-) Klubowiczka Teresa Tulska
|
|
Prace przedwstępne - Wielka Encyklopedia Kryminalistów
W czwartek 24 lutego br. w godzinach popołudniowych odbyło się w apartamencie Prezesa, czyli w Kwaterze Głównej Klubu, spotkanie merytoryczne, w którym udział wzięli: Prezes oraz zespół redakcyjny w składzie: Klubowicz Bartosz Brzózka oraz ja, czyli Klubowiczka Anna Lewandowska. Spotkanie miało na celu przygotowanie frontu robót związanych z nowym, poważnym zadaniem, jakie Prezes postawił przed Klubem, mianowicie z wydaniem „Wielkiej Encyklopedii Kryminalistów”. W toku burzliwej, acz przyjacielskiej dyskusji ustaliliśmy, co następuje: 1. W encyklopedii uwzględniamy wszystkich polskich autorów, którzy swoje książki publikowali w latach 1944-1989. 2. Uwzględniamy też autorów, którzy w wymienionym wyżej okresie opublikowali jedną czy dwie książki, natomiast większa część ich dorobku wydana została przed wojną. 3. Jeżeli książka została opublikowana po roku 1989, ale spełnia wszelkie wymogi powieści milicyjnej, jej autora także uwzględniamy w naszej „Encyklopedii”. 4. Biogram autora ma zawierać: nazwisko, imię i ew. pseudonim, datę i miejsce urodzenia i (niestety, w większości przypadków) śmierci, dorobek. Jeżeli głównym zajęciem autora była działalność w innej dziedzinie, a pisanie kryminałów zajęciem okazjonalnym, należy też o tym wspomnieć i ewentualnie w dużym skrócie omówić jego dorobek pozakryminalny. 5. Wymieniając dorobek danego autora należy w kilku słowach omówić poszczególne jego dzieła. Prezes zasugerował też zreprodukowanie okładek wszystkich książek, ale ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ponieważ nie mamy na razie zdania, jakiej objętości powinno być nasze dzieło. 6. Dokonaliśmy wstępnego podziału alfabetu, i tak: – autorami, których nazwiska zaczynają się na litery od A do I zajmuje się Klubowiczka Lewandowska, – autorami, których nazwiska zaczynają się na litery od J do O zajmuje się Prezes Cielecki, – autorami, których nazwiska zaczynają się na litery od P do Ż zajmuje się Klubowicz Brzózka. Spotkanie przebiegło w przyjaznej i swobodnej atmosferze, czemu sprzyjało piwo przyniesione przez Klubowicza Brzózkę (3 butelki na dwóch, ja zadowoliłam się herbatą z rumem) oraz pyszny obiad zaserwowany nam przez Prezesa (duży kubełek z KFC). No i jeśli nie liczyć zamachu na moje życie dokonanego przez Prezesa za pomocą zrzucenia mi na głowę zawartości jednej z półek. Ale ponieważ tą zawartością okazały się wyjątkowo białe kruki, to nawet poczułam się jakby trochę zaszczycona. Z klubowym pozdrowieniem Anna Lewandowska
PS. Wszystkich Klubowiczów, którzy chcą wziąć udział w redagowaniu „Wielkiej Encyklopedii Kryminalistów” zapraszamy do współpracy.
|
|
Potrójny bigos, dzień w PRL i rosyjski maraton
20 stycznia przy iskrzącym za oknem kilkunastostopniowym mrozie odbyło się nietypowe spotkanie Klubu Mord. Nietypowe, bo po raz pierwszy w historii miało charakter łączony: Mord połączył się na ten jeden wieczór z Klubem Filmowym „Wkinowzięci”, którego prezes, Paweł Duński, jest Klubowiczem Mordu, a więc na dobrą sprawę wszystko odbyło się w rodzinnym gronie. Siedzibą imprezy było mieszkanie wyżej wymienionego Prezesa Pawła na Kabatach.   Kiedy niżej podpisany – nieco spóźniony – przybył na miejsce zastał tam, oprócz gospodarza – Kolegę Prezesa Mordu czyli Grzegorza, Koleżankę (Sympatyczkę?) Basię, Klubowiczkę Annę oraz Klubowicza Remigiusza. Zapowiedziana projekcja filmu dokumentalnego „Jeden dzień z życia PRL” (chodziło o 27 września 1962 roku) odwlekała się ze względu na oczekiwanie na mocno spóźniające się Klubowiczki Monikę Carmen oraz Agnieszkę. Kiedy wreszcie przybyły (podobno pomyliły adres), rozpoczęto trwającą około godziny projekcję. Po jej zakończeniu nastąpiła kulinarna atrakcja wieczoru: wspaniały bigos przygotowany przez Basię. Klubowicz Piotr zjadł najwięcej i nie przeszkodziły w tym prowokacje ze strony Klubowicza Pawła sugerującego jakoby Piotrowi bigos nie smakował (pewnie Klubowicz Paweł miał na myśli siebie. W psychologii nazywa się to „projekcją”). Około godziny 23.00 dobrze zapowiadający się wieczór uległ dla mnie zakończeniu za sprawą Klubowiczki Anny, która jako jedyna niepijąca i w dodatku dysponująca samochodem zaofiarowała się podwieźć Klubowiczkę Monikę Carmen i Klubowicza Piotra do ich miejsc zamieszkania. W tym celu Klubowicz Piotr musiał przyspieszyć konsumpcję ostatniej porcji bigosu.  
Co było dalej – dokładnie nie wiadomo. Ze źródeł zbliżonych do dobrze poinformowanych, udało mi się dowiedzieć, że obejrzano dwa filmy produkcji rosyjskiej, a na zakończenie biesiadnej części Klubowicz Paweł wypił sporą część zawartości butelki wina, co w połączeniu z wcześniej degustowanymi alkoholami tzw. mocnymi przyniosło efekt taki, iż po przebudzeniu nad ranem gospodarz mieszkania miał poważne trudności w ustaleniu gdzie się znajduje. Poprzedni taki stan tłumaczył „zemstą Kitrasiewicza”, gdyż Klubowicz Piotr przyniósł na imprezę nietypową, bo czarną wódkę (zwaną polewką), którą przed wyjściem pozostawił do dyspozycji kolegów. Tym razem jednak Klubowicz Piotr nie miał nic wspólnego z winem, a żeby je otworzyć męczyli się po kolei: Paweł, Grzegorz, a wreszcie Remik, któremu udało się odkorkować perfidną butelkę. Można więc przypuszczać, że Klubowicz Paweł będzie teraz montować teorię spiskową z „zemstą Kociołka” na pierwszym planie.
  W sumie spotkanie przebiegło w typowej, rodzinnej atmosferze. Męczyła się nieco Klubowiczka Monika Carmen, która jako osoba paląca (ella fuma los cigarillos) nie mogła wyjść na balkon z powodu niedawno przebytej choroby. Wyszła więc na klatkę schodową, bojąc się nieco reakcji sąsiadów na dym, ale o ile mi wiadomo reakcja taka nie nastąpiła. Następne spotkanie odbędzie się w lokalach warszawskich i będzie miało charakter przeglądowy, połączony z przebyciem połowy miasta. O szczegółach w stosownym czasie poinformuje Kolega Prezes. Odmeldowuję się! Klubowicz Piotr Kitrasiewicz
|
|