Klubowe wieczory | Page-3
Klubowe wieczory
Spotkanie bilateralne w kwaterze Prezesa - 8 luty 2009
Spotkanie bilateralne w kwaterze Prezesa - 8 luty 2009

Z nagłą roboczą wizytą siedzibę główną Klubu MOrd czyli kawalerkę Prezesa odwiedził Klubowicz  Andrzej Byczak, przynosząc butelkę budafoku. Chciał w ten sposób uczcić napisanie swojej pierwszej recenzji, niedawno udostępnionej Klubowiczom.
Budafok to trunek szczególny, ikona powieści milicyjnej w alkoholach z górnej onegdaj półki. W "Zaproszeniu do podróży" Jerzego Siewierskiego (Ewa nr 39) czytamy: "Na co dzień musi mi wystarczyć jarzębiak, od święta soplica, a już zupełnie rzadziutko zdarzy mi się kupić buteleczkę budafoku. Wtedy jak dostanę premię" (str. 46).
Teraz wiadomo dlaczego Klubowicz Byczak przyniósł właśnie budafoka.
Wychyliliśmy po jednym za rozwój Klubu MOrd.

 

 

 
 
Spotkanie telewizyjne u Prezesa - 2008

Gulasz, telewizor i dziwny gust Doktora Połtyki

Czwartkowe spotkanie w Kwaterze Głównej Klubu MOrd, czyli w apartamencie Prezesa, miało odbyć się z dwóch okazji:
Po pierwsze, finalizujemy prace nad słynnym już katalogiem „Serią po kryminałach”. Pozostała właściwie tylko kosmetyka. Klubowicz Bartek, jako człowiek dociekliwy, wypatrzył jeszcze trochę błędów i niedociągnięć, które trzeba poprawić.
Drugą okazją było nabycie przez Prezesa nowego telewizora o 32-calowym ekranie, na którym w trakcie spotkań klubowych będziemy oglądać nasze ulubione filmy.


Ponieważ znam niechęć Prezesa do gospodarstwa domowego, w drodze do Kwatery Głównej zahaczyłam o sklep spożywczy, w celu nabycia skromnej zakąski. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie, bo Prezes zadbał, aby menu było smaczne i obfite.
Najpierw było danie gorące, czyli przepyszny gulasz, przygotowany osobiście przez Tatę Prezesa, który wyraził chęć wzięcia udziału w spotkaniu. Następnie podano przeróżne zakąski, których obfitość zrobiła na nas ogromne wrażenie. Do nabycia kilku z nich zainspirowała Prezesa recenzja książki „Czarny koń zabija nocą” pióra Klubowiczki Helleńskiej. Otóż nasza koleżanka Ewa w zakończeniu recenzji zastanawia się, czy możliwe jest, by doktor Połtyka zjadł rybę po grecku i nóżki wieprzowe w galarecie, popijając je pomarańczówką. Prezes postanowił sprawdzić to osobiście i zapewniam Cię, droga Ewo, że jest to możliwe.

 

 

Nóżki i rybę zamówił Prezes w zaprzyjaźnionej garmażerii, tylko z pomarańczówką był pewien kłopot, ponieważ okoliczne sklepy nie dysponowały takim alkoholem. Ale, jako człowiek z wyobraźnią, Prezes poradził sobie i z tym problemem i zaproponował nam dwie wersje tego napoju: tradycyjną żytniówkę z sokiem pomarańczowym oraz firmową „mandarynkówkę”, w której pływały nawet cząstki owoców (zeżarłam je osobiście, bardzo były smaczne). No i okazało się, że doktor Połtyka miał gust może trochę dziwny, ale nie niezwykły.
Innych napojów była również spora obfitość, a znając mój brak entuzjazmu dla mocnych alkoholi, Prezes nabył butelkę Kadarki, czym mnie ogromnie wzruszył. Przypomniał mi się bowiem pan Władek Huzik, który w swoim Pałacu Starej Książki zawsze obok fotela trzymał flaszkę Kadarki, popijał obficie i częstował ulubionych klientów, do których i ja miałam zaszczyt należeć. Nie ma już Pana Władka od ponad dwóch lat, Pałac Starej Książki już nie ten sam, ale sentyment do Kadarki pozostał.



Tak więc Prezes zapewnił rozkosze stołu, a o strawę duchową zadbał Klubowicz Bartek, przynosząc dwa świeżo nagrane stare polskie filmy: „Co jest w człowieku w środku” i „Historia współczesna”. Nie będę ich streszczać, bo zapewne niedługo obejrzymy je w szerszym klubowym gronie, ale mogę nadmienić, że oba są związane z milicją, mają wątki sensacyjne i znakomitą obsadę (m.in. filary „Stawki większej niż życie”). Nowy telewizor Prezesa doskonale spełnił swoje zadanie - na tak dużym ekranie wszystko widać znacznie lepiej.



W trakcie spotkania zaszczycił nas krótką wizytą Klubowicz Byczak, który spożył porcję nóżek, popił je herbatą (samochód) i udał się do domu. Wkrótce i my z Klubowiczem Bartkiem pożegnaliśmy się i udaliśmy się do własnych domów, uwożąc ze sobą przemiłe wspomnienia i smak nóżek wieprzowych w galarecie popijanych pomarańczówką.

Z klubowym pozdrowieniem
Anna Lewandowska


 

 
Wigilia 2008 - Lotos

WIGILIA KLUBOWA 2008 W LOTOSIE

A było to tak...

Zeszliśmy się w stałym rozszerzonym gronie - od klubowego "betonu" poprzez członków pisujących okazjonalnie (lub bardzo okazjonalnie, jak niżej podpisany), do sympatyków, czyli tych, którzy nie napisali nigdy żadnej recenzji. Tych Prezes tradycyjnie opieprzył, tak po ojcowsku. Nie stało Remka, który bawił w ciepłych krajach.

Potem było tradycyjnie miło: Prezes mówił, robił zdjęcia, potem jeszcze trochę mówił. Opowiadał, namawiał, roztaczał, nawiązywał. Aktyw klubowy (i pasyw) słuchał, potakiwał, pił. Co do picia, niestety trzeba wyraźnie powiedzieć, że jakość wódki w Lotosie się pogorszyła. Chyba dolewają czegoś. Obsługa też nie okazywała gościom takiej atencji jak dawniej. Przy uiszczaniu rachunku trzeba było jak zwykle zachować czujność. Jak za PRLu znaczy się. Widać popularność nie wychodzi na dobre temu lokalowi - nic tak nie rozbestwia jak nie w pełni zasłużona "kultowość".

No, ale w końcu nie dla konsumpcji tam byliśmy. Uczta intelektualna zaś jak zwykle była przednia. Tego wieczoru zrodził się pomysł napisania klubowego kryminału, którego osią będzie zabójstwo Prezesa. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że projekt taki był realizowany swego czasu, ale nie przetrwał próby czasu. Cóż, może tym razem będzie lepiej. Poza tym Prezes opowiadał o planach wydawniczych na najbliższe miesiące, o najbliższych clubbingach (ja zaproponowałem mało znany Grochów). Około 23.00 rozeszliśmy się w ciemną noc.

Cóż jeszcze dodać - może to, że wieczór umilał (?) śpiew pracowników POLFA-Ożarów, świętujących przy stoliku nieopodal. Na rewersie (tzn. na plecach) każdy miał napisane WDUPIEMAMTO. Nie wiadomo co dokładnie, ale pomysł zabawny.

Maciek


 

 
Spotkanie klubowe - 15 września 2007

Prezes, Duński i Kociołek czyli Króle na tropie

To był naprawdę fascynujący wieczór. Klubowicz Duński przygotował film „Kapitan Jedyna na tropie”, a Prezes „Gdzie jest trzeci król”. Pierwszy obraz, jak pisał o nim nasz webmaster w mejlu z 27 września 2004 roku o godzinie 10.04 to „zabawne połączenie kryminału milicyjnego z elementami horroru w stylu wczesnego Jacksona.” Pisownię oryginalną zachowałem. Od siebie dodałbym, że ów godzinny amatorski szlagier tchnie delirycznym chaosem. Chłopcy scenarzyści popili się i film im się po prostu urwał. My przed telewizorem również nie pościliśmy. Raczyliśmy się piwem Tyskim (ulubionym przez KL. Duńskiego) oraz piwem Carlsberg (również ulubionym przez ww. Klubowicza). Po pierwszym pokazie nastąpiła chwila przerwy, która zaowocowała genialnym pomysłem na konkurs dla czytelników Życia Warszawy na najlepszą recenzję kryminału. To działanie Public Relations zostało wnikliwie przemyślane i ma na celu rozsławić Klub. Innym równie bezkonkurencyjnym pomysłem była inicjatywa wyjazdu (w okolicach dziewiątego tego miesiąca) w okolice Małkinii – do letniej siedziby Klubu. Szykujcie się na niezapomniane przeżycia!
Filmu „Gdzie jest trzeci król”, nie zamierzam recenzować, bo nie pisze się o rzeczach, o których nie ma się pojęcia (wynik tymczasowej abstynencji podczas projekcji). Wyjaśniam, iż zasnąłem. Film tak bardzo mną wstrząsnął...
Komisarz Kociołek


 

 
Spotkanie w Paragrafie - 16 sierpnia 2007

O piwnej kąpieli, straszeniu dzieci i barku w Europejskim

Cafe-bar „Paragraf” znany jest Klubowiczom z książki Anny Śliwickiej „Śmierć zjechała windą”, a także jako miejsce rozpoczęcia Clubbingu Wolskiego. Niestety, w czasie tego słynnego Clubbingu był zamknięty, więc zabrakło dokumentacji fotograficznej, którą Prezes postanowił teraz uzupełnić, dlatego spotkanie 16 sierpnia 2007 roku zwołał właśnie w tym lokalu.

 

 

 

W Internecie Prezes znalazł informację, że zbierają się tu głównie prawnicy, jako że bar mieści się dokładnie naprzeciwko sądów. Kiedy tam weszłam o godzinie 19.00, w niezbyt przytulnej salce siedziało kilku panów, którzy wyglądem raczej nie przypominali prawników, a wręcz przeciwnie - osoby, które z prawnikami często mają do czynienia. Na szczęście lokal posiada również niewielki ogródek, usiadłam więc tam czekając na resztę Klubowiczów.

 

 

Zaraz po mnie przybyła Klubowiczka Ania Niklewska, a wkrótce - odrobinę tylko spóźniony - Prezes. Zaczął oczywiście od sesji zdjęciowej, po czym zamówiliśmy napoje i przystąpiliśmy do części merytorycznej spotkania, doszliśmy bowiem do wniosku, że pewnie nikt więcej nie przybędzie, jako że mamy jeszcze okres wakacyjny.

 

 

Okazuje się, że nasz Prezes pracuje na rzecz Klubu również w czasie wakacji - otóż udało mu się zaprzyjaźnić z panem Wojciechem Piotrem Kwiatkiem, długoletnim redaktorem w wydawnictwie „Iskry”, zajmującym się recenzowaniem napływających do wydawnictwa kryminałów i kwalifikowaniem ich (bądź nie) do druku. Z tej racji posiada spory zasób informacji o książkach i autorach, więc jest osobą niezmiernie cenną dla Klubu. Pan Kwiatek jest również autorem książki „Zagadki bez niewiadomych. Kto i dlaczego zamordował polską powieść kryminalną”. Zadzierzgnięta między panami przyjaźń zaowocowała zaproszeniem Klubu do złożenia wizyty w podwarszawskiej siedzibie p. Kwiatka.
Tu nastąpiła krótka przerwa w przemowie Prezesa, ponieważ nieuważnie położyłam coś na stoliku i szklanka Prezesa przewróciła się, oblewając go piwem. Wraz z Klubowiczką Anią szybko zażegnałyśmy niebezpieczeństwo powodzi, ale i tak okazało się, że Prezes ma zalane całe spodnie oraz aparat. Fotograficzny, oczywiście. Na szczęście aparat nie ucierpiał, a prezesowskie spodnie wyschły szybko. Można tylko było mieć zastrzeżenia co do zapachu, ale Prezesowi to nie przeszkadzało, zresztą okupiłam swoją winę kolejnym piwem (tylko 5,50 zł duża szklanka).
Z ogromną radością zobaczyliśmy zbliżającego się do baru Klubowicza Smosarskiego, który - choć jest ogromnie zajęty robieniem kariery zawodowej i działalnością polityczną - zdołał jednak wygospodarować chwilę czasu, by spotkać się z nami.

 

 

Rozmowa przy stoliku bardzo się ożywiła, pojawiły się kolejne napoje, omówiliśmy kilka spraw bieżących (Prezes stanowczo domaga się pisania recenzji). I wtedy telefonicznie odezwał się Klubowicz Brzózka, żeby czekać, bo zaraz przybędzie. Rzeczywiście, przybył wkrótce wraz z żoną Magdą i pierworodnym Jędrzejem.

 

 

Prezes chciał się przywitać z Brzózką-juniorem (przypuszczam, że liczy na jego członkostwo w Klubie w niedalekiej przyszłości), ale młody człowiek okropnie się wystraszył i ryknął tak strasznym płaczem, że Magda szybko pożegnała się z nami i udała wraz z płaczącą latoroślą do domu.
Przystąpiliśmy do dalszego omawiania spraw klubowych oraz różnych innych, ze specjalnym uwzględnieniem nowych trendów w światowej literaturze kryminalnej. Okazuje się, że gusta mamy zbliżone i podoba nam się mniej więcej to samo. Co prawda nowe kryminały niewiele mają wspólnego z naszą ukochaną powieścią milicyjną, ale przecież nie można się ograniczać tylko do jednego gatunku.

 

 

Przed godziną 22.00 pracownik baru zaczął się szykować do zamknięcia lokalu, więc opuściliśmy gościnne miejsce i spacerkiem udaliśmy się Aleją Solidarności w stronę Placu Bankowego.

 

 
W planach wieczoru była jeszcze wizyta w barku hotelu Europejskiego, gdzie ponoć jest tania wódka i smaczne śledzie. Kiedy jednak dotarliśmy do stacji metra Ratusz, wraz z Klubowiczem Brzózką doszliśmy do wniosku, że jest już późno i należy udać się do domów. Co też uczyniliśmy, żegnając się z resztą towarzystwa.

Z klubowym pozdrowieniem
Klubowiczka Anna Lewandowska
 

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna > ostatnia >>

Strona 3 z 9

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.