|
Wieczór z Kobrą
Kobra Kobrze nierówna. Przekonali się o tym uczestnicy piątkowego spotkania u Ani Niklewskiej, podczas którego łyknęli aż dwie "Kobry" na raz. Na pierwsze danie poszła "Żona z orchideami" z 1974 roku w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego ze znakomitą, zdawałoby się, obsadą w postaci Barbary Wrzesińskiej, Józefa Duriasza i Andrzeja Kopiczyńskiego. Film okazał się jednak kompletną porażką i nie uratowali go nawet Pola Raksa i Roman Wilhelmi na drugim planie. Po prostu nic nie mogło wygrać z tak ciężkawą grą głównych bohaterów. Jeżeli komuś trudno jest sobie wyobrazić, że dobry aktor może grać źle, niech sobie tę Kobrę obejrzy. Inaczej nie uwierzy. Z widowni sączącej wino w trakcie projekcji (no, doprawdy, żadnego poszanowania dla sztuki) padł celny komentarz na temat dwóch i jedynie dwóch rodzajów min aktorki: pierwsza mina - zdziwniona, druga - przestraszona. Na tym kończyły się środki wyrazu Wrzesińskiej. Jej partner (Duriasz) grał twarzą zdecydowanie lepiej, chodził jednak krokiem uwiązanego na sznurku robota. Urozmaiceniem tego sztywnego teatro - filmu było kilka kawałków Led Zeppelin wrzuconych jako podkład muzyczny dla trzech scen plenerowych, podczas których: jechano samochodem, wysiadano z samochodu i wsiadano do niego. Całość trwała godzinę i była o godzinę za długa.
Na szczęście istnieją takie formy teatralne, gdzie aktor sam jest sobie panem (o ile reżyser mu na to pozwoli). W 1962 roku Jerzy Gruza obsadził Zbigniewa Cybulskiego w monodramie "Sammy" opartego na tekście Kena Hughesa. Rzecz niedługa, bo ok. 40 minutowa, lecz pełna narastającego z każdą sekundą napięcia. Oszczędna scenografia i zróżnicowana długość ujęć koncentrowały uwagę widza na rzeczach niezbędnych. Było też kilka dodatkowych smaczków. Ciekawostką, która stała się przyczynkiem do dyskusji, było, na przykład, obsesyjne kręcenie koglu - moglu przez bohatera dramatu. Zdekoncentrowało to trochę widzów - każdy zaczął zastanawiać się czy jadał i czy lubił jadać kogel - mogel w dzieciństwie oraz czy ciężko go ukręcić, a także jakie proporcje należy stosować.
Skoro o jedzeniu mowa, pozwolę sobie na przeskok z ekranu w kierunku stojącego przed nim stołu i zgromadzonych wokół niego biesiadników. Otóż w antrakcie zostali oni poczęstowani dość specyficznym wyrobem, który lekko niepokoił swoją nazwą i składnikami. Był to Tort Kanapkowy mający w składzie rybę, kawior i śmietanę. Podobno jedzą to w Szwecji. Lękliwie zabrano się za konsumpcję, ale było warto. Poza tym, raczono się winem w dwóch odcieniach i trzech stopniach słodkości.

Dotknięto również spraw merytorycznych. Dokonano spisu posiadanych w przez klubowiczów Kóbr i ustalono raz na zawsze, że należy rozróżnić trzy rodzaje sensacyjnych produkcji telewizyjnych minionej epoki: Teatr Kobra, Teatr Sensacji i Teatr Rozrywki. I tych pojęć żaden sznujący się klubowicz nie powinien nigdy pomylić. W spotkaniu udział wzięli: Anna Niklewska w roli gospodyni, w roli gości natomiast: Anna Lewandowska, Helena Sekuła, Iza i Tadeusz Selbirakowie oraz Zbyszek Kowalewski, w roli Prezesa - Grzegorz Cielecki, Amudena Rutkowska w roli narratora.
Amudena Rutkowska |
|
Jak na Prawdziwą Wigilię Klubową przystało - przybyło 12 osób. Amudena, Ania N, Ania L, Tadek z żoną, której cierpliwość do gazetowców nie ma granic, Leszek, Zbyszek, Adam, oczywiście Prezes z Basią, no i przede wszystkim gość honorowy – Marta Różańska, autorka pierwszej pracy magisterskiej o Klubie MO-rd. Pod koniec pojawił się tajemniczy Lucjan…
Zaczęliśmy od wódki i śledzika, a potem jakoś się rozkręciło. Wjechały wina i kolejne butelki, a także barszcze, piersi, pierogi. Kelner dwoił się i troił, także w oczach, a podczas płacenia okazało się, że on również czyta kryminały. Napiwek, a jakże, dostał. Rachunek opiewał na kwotę ponad 600 złotych (pamiętam wyraźną szóstkę na pierwszym miejscu po słowie SUMA, reszty nie pamiętam). To ważne z historycznego punku widzenia – może się przydać do pracy magisterskiej z dziedziny antropologii biznesu.
Ale ad rem. Miłościwie panujący dołom klubowym Prezes wygłosił pochlebną mowę na temat ostatnich wydawnictw Klubu – w ciągu roku opublikowaliśmy 9 powieści. Następnie głos zabrała poznanianka, pani magister Marta Różańska. Opowiedziała genezę swych mordowych fascynacji i pasjonująco perorowała na temat tej nie najwyższych lotów literatury, która, jak zauważyła pod kątem etnologicznym – inspiruje do twórczości (recenzje, uzus semiotyczny, neologizmy – Mordownia, etc). Jak wiemy „etnologia klasyfikuje ludy na podstawie cech środowiskowych i kulturowych oraz opisuje poszczególne kultury.” Z jej wypowiedzi zapamiętałem także, iż poznańska etnologia jest częścią Wydziału Historii, co jest rzadko spotykane w Polsce. Następnie Prezes wniósł toast za poszczególnych klubowiczów wymieniając ich z imienia i nazwiska, a przy okazji strofując, bądź zachęcając do żwawszej pracy ku czci Klubu. Z wypowiedzi wartych zapamiętania przytaczam dwie perełki Prezesa: „Tandem chłopów na schwał, którzy wykonują pionierską, iście benedyktyńską pracę” (to o Tadku i Zbyszku, którzy przeczesują gazetowce) oraz „Klub MO-rd nie może stracić twardego jądra” (tutaj chodziło o sugerowane rozszerzenie claimu – czyli sformułowania Klub Miłośników Powieści Milicyjnej – w stronę np.: Klubu Miłośników Kryminałów i Powieści Milicyjnej.
|

|
Doświadczeni recenzenci klubowi mawiają, że pistolet z początku tekstu musi wypalić. Naszym pistoletem jest tajemniczy Lucjan, który jednak do końca pozostał incognito… Komisarz Kociołek |
|

Witam, po konsultacji na Forum MOrdu ustalam, że Wigilia Klubowa odbędzie się w Restauracji Ujazdowska & Mołdawska (al. Ujazdowskie 6a, róg Pięknej) 9 grudnia (czwartek), godz. 19.00. Nie ustalamy szczegółowego menu. Natomiast warto by zarezerwować stolik.
Proszę o pilnie zgłaszanie do mnie udziału, na:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
We wtorek po południu będę rezerwował stolik. Pozdrawiam
Prezes Grzegorz Cielecki |
|
Właśnie dzwonił prezes. Powiedział: napisz relacje z klubowego spotkania i możesz jechać na wakacje. Co robić? Służba nie drużba, Polska nie zagranica, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Po tym nad wyraz marnym zaklęciu przejdę do rzeczy. Było bardzo gorąco. Snułem się od Ronda De Gaulle’a, a tuż przy Mołdawskiej Restauracji zaczepiła mnie atrakcyjna blondynka. To była Klubowiczka Monika (Wiadomo Która J). Z gorąca nie poznałem. Po chwili zszedłem do piwnicznej salki lekko wychłodzonej, w której zgromadziło się około 10 klubowiczów obojga płci i być może kliku wyznań. Było też radio w osobie redaktorki Eweliny Grygiel, która dowiedziała się o nas z pisma Aktivist. Koleżanka redaktorka przeprowadziła z wybrańcami krótkie wywiady po czym opuściła lokal, zapewne w poszukiwaniu kolejnych tematów na audycje. No a wtedy wszystko się zaczęło. Z dużym impetem zaczęto wychylać kolejne butelki czerwonego i białego wina mołdawskiego, dotychczas zaledwie sączonego prawdopodobnie z powodu lęku przed mediami… Kilkanaście zgromadzonych osób, w tym nasz Prezes, a także Honorowy Prezes, czyli Helena Sekuła, Ania, Amudena, Basia, Jan, Marek, Maciek, Paweł, Zbyszek, nowi klubowicze aż z Bydgoszczy i wielu innych, których już nie pamiętam, bo wino lało się solidnie, podzieliło się na grupki. Każda spontanicznie rozpoczęła własne naprawianie świata oraz poprawianie treści milicyjnych powieści… A gdy wybiła godzina 22 lokal zamknięto i z pewnym trudem pokonując schodki wyszliśmy na parne Aleje Ujazdowskie tuż naprzeciwko znienawidzonej Ambasady Amerykańskiego Imperializmu.
Byłbym zapomniał! Prezes przedstawił nowe wydawnictwa klubowe (do zakupienia na stronie klubowej), a Ama upubliczniła spis recenzji do 4 sety. Komisarz Kociołek
|
|
Kolejne spotkanie Klubu MORD 27.03.10 zaczęło się punktualnie o godzinie osiemnastej. W mieszkaniu klubowiczki Moniki stawili się: Klubowiczki:, Anna, Helena. Klubowicze: Tadeusz oraz autor tej relacji czyli Adam. Oraz Prezes (który mimo przeziębienia tryskał jak zwykle humorem). Później dołączył do nas znany, lubiany i dawno nie widziany klubowicz Bartosz. Klubowiczka Monika przyjęła nas iście po staropolsku. Wyśmienitego jedzonka oraz napitków starczyłoby dla wyżywienia całego pułku piechoty a nie tylko dla naszej skromnej gromadki.
Na spotkaniu odbyło się długo zapowiadane KWW czyli Klubowe Wydarzenie Wydawnicze. Prezes zaprezentował nam najnowszy (jeszcze ciepły i pachnący farbą drukarską) dziesiąty tom Serii z Warszawą, - Uparty Milicjant, autorstwa Jerzego Edigeya. Równocześnie dowiedzieliśmy się że w następnych tomach będzie wydana min.: "Czek dla białego gangu" (wznowienie Kultowej powieści Edigeya z 1963 roku).
Następnie wysłuchaliśmy kryminalnego słuchowiska radiowego w starym stylu pt. "Otwarte okno", zrealizowanego na podstawie opowiadania Heleny Sekuły. Nagranie dostarczył nieoceniony jak zwykle klubowicz Tadeusz.
A jeszcze potem obejrzeliśmy etiudę filmową pt.: PRL–LUX o wyjątkowym krakowskim biurze turystycznym przenoszącym swoich klientów w życie codzienne w okresie PRL w Nowej Hucie.
Dyskusjom i opowieściom przy dobrym jedzonku i napitkach nie było końca. Ale niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Zakończyliśmy spotkanie i obdarowani przez Klubowiczkę Monikę jedzeniem na drogę wyszliśmy w chłodną mokotowska noc. Adam
LINK Fotoreportaż
|
|